sobota, 31 stycznia 2009

Droga do nikąd...

Naszym pociągiem nagle szarpnęło. James po raz trzeci przytulił mnie do siebie. Rozpłakałam się nie na żarty. Znowu szarpnęło. Rozległ się wielki huk. Ludzie zaczęli wrzeszczeć. Zamiast otworzyć drzwi i przejść do kolejnego przedziału jak człowiek, ja otworzyłam drzwi do wyjścia i wychyliłam głowę. Moje brązowe, cieniowane włosy rozwiał wiatr. W moje nozdrza uderzyło lodowate powietrze.. Bez wahania wystawiłam nogę, ale James mnie złapał. W ostatnim momencie zauważyłam miejsce w którym wygiął się tor. Byliśmy już bardzo blisko. Tłoczyliśmy się wszyscy koło lokomotywy. Maszynista leżał na podłodze zdezoriętowany a jakiś młody facet na ostatnich siłach próbował wezwać pomoc. Nie wychodziło mu zbytnio.

Po chwili wszystko ucichło. Jakbym straciła słuch. W mojej głowie wirowało steki pytań. Nagle te wszystkie wywody przerwał głośny wrzask mojej kochanej mamy. Był to miażdżący głowę pisk. Poczułam, że uderzam głową w coś twardego i nagle tracę przytomność…

Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Przed oczyma miałam tylko ciemność. Czułam jak ktoś próbuje mnie kopnąć i, że ktoś mnie popycha… W mojej głowie zobaczyłam moją mamę, z wyrazem twarzy jakby zobaczyła trupa. Jej zwykłe zmarszczki zakrywały teraz łzy. Nie wiedziałam co o tym myśleć.

Poczułam smutek i tęsknotę. Doskonale wiedziałam, że żadno z nas nie przeżyje…

I wtedy po raz ostatni krzyknął do mnie James. Poczułam mocne szarpnięcie i w tym samym momencie w moich nogach zapłonął ogień. Piekły mnie strasznie. Wszystko to działo się tak szybko… Nie zdążyłam nawet otworzyć oczu, gdy nagle usłyszałam ogromny huk i znowu zemdlałam. Wiedziałam, że to musi być już koniec… Nie czułam nic, a powinnam odczuwać ból. Miałam złamane dwie nogi i najprawdopodobniej kręgosłup także. Nadal nic nie widziałam. Słyszałam tylko rozpaczliwe wołanie Jamesa…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz