sobota, 24 stycznia 2009

Poczatek...

Kiedy byłam mała myślałam, że będę kimś wyjątkowym i że urodziłam się po to żeby być szczęśliwa. Teraz wiem, że to było tylko złudzenie.”

Może najpierw się przedstawię. Nazywam się Jessica Berger. Mam czternaście lat. Mieszkam z mamą w smutnym, nudnym mieście. W Gdyni nie ma za dużo ciekawych rzeczy. Nie mam ojca. Zginął on gdzieś za granicą w wypadku samochodowym. Ale nie o tym mowa.

Tu zaczyna się Nasza historia…

Kończyły się ferie, a w zasadzie to był ostatni dzień przerwy zimowej. Tego oto dnia czułam że może w naszej klasie zmieni się absolutnie wszystko. I miałam racje. Zawsze po feriach do naszej klasy dochodziła jakaś nowa postać. Kiedy obudziłam się rano była 7:10 i pomyślałam że to jednak nie będzie najlepszy dzień w historii … na pewno nie bo zacznie się od spóźnienia. Po pięciu minutach byłam już gotowa do wyjścia. Byłam bardzo zdziwiona szybkością z jaką się uszykowałam. Szłam wolnym krokiem i obserwowałam ludzi spieszących się do pracy. Ludzie pędzili do swoich monotonnych zajęć. Nagle po drugiej stronie zauważyłam bardzo przystojnego chłopaka, a on zauważył mnie. Ja się uśmiechnęłam, a on tylko wykrzywił usta w grymas. To było dziwne. Pomyślałam ze to może jakiś nowy sąsiad bo nie widziałam go tu wcześniej Nawet jak na mieszkańców tego miasteczka.
Dotarłam do szkoły i zaraz usłyszałam pisk opon. Mój przyjaciel prowadził samochód i prawie we mnie wjechał. Zeszłam mu z drogi i pozwoliłam zaparkować. Remek wysiadł majestatycznie z nowej czarnej, wyposażonej w radio Toyoty i wziął mnie pod ramię. Razem weszliśmy do szkoły ale zostaliśmy rozłączeni przez moje przyjaciółki Andzie (Anie), Martini Doroszini ( Martę), Miecia (Paulinę) i Ciastka (Darie). Zaczęły wrzeszczeć coś o nowym chłopaku, który czeka na dole w szatni. Zadzwonił dzwonek i dziewczyny od razu podciągnęły bluzki, obniżyły spodnie i ciągnęły za dekolty. Chyba tylko ja byłam normalna. To było bardzo dziwne uczucie wyróżniać się z tłumu ludzi zapatrzonych i biorących przykład z innych. Ów tajemniczy chłopiec wyszedł zza rogu korytarza i udał się do naszej klasy. Był boski. Miał wysportowane ciało, brązowe włosy tak jak oczy i opaleniznę. Jednak miał w sobie cos nie ludzkiego coś co mnie do niego przyciągało. To było jak magnez. Nie mogłam od niego odlepić oczu. Miał tak łobuzerskie spojrzenie jak Remek. Jednak z zachowania przypominał mądrą i rozważną sowę. Nie przepadał za „pudernicami”. Raczej wolał naturalne dziewczyny. Dlatego nie odzywał się do połowy dziewcząt z naszej klasy. Staliśmy tak w milczeniu i czekaliśmy na Bioloszkę, która miała ustawić usadzenia do końca roku. Wolałam się nie narażać. W napięciu staliśmy błagając aby jednak nauczycielka się nie zjawiła. Po pięciu minutach pojawiła się na końcu korytarza pani dyrektor. Zaprowadziła nas do pustej sali i zrobiła godzinę wychowawczą( po ustalała kto z kim siedzi, przedstawiła nowego kolegę itd.). Ten chłopak nazywał się James Marmara i przyjechał z Bostonu. Nie chętnie mówił o sobie, ale z wielkim zaciekawieniem słuchał o nas. To było irytujące gdy ktoś coś mówił to on nie słuchał , ale jak ja się odezwałam to od razu wpatrywał mi się prosto w oczy. „Co on sobie w ogóle myśli?”. Na całe nieszczęście głupia pani dyrektor usadziła mnie w ławce razem z Nim. Źle się czułam siedząc z Nim. Dziewczyny zjadały mnie wzrokiem. Było mi okropnie wstyd. Normalnie były zazdrosne, ale ja nie chciałam z nim siedzieć. Był dla mnie dziwny jakby coś ode mnie oczekiwał. Bałam się go. Ale i tak był pociągający. Na każdej lekcji wszystkie ławki pełne uczniów rozmawiali tylko nie my. Po chwili pani wyszła do toalety więc skorzystałam z okazji. Przeszłam przez klasę i dosiadłam się do Remka. Na twarzy Jacka nie pojawiło się zdziwienie lecz zaciekawienie. Czułam się śledzona. Jak na celowniku. Po chwili spojrzałam na niego, a on pokazywał do mnie żebym wróciła do ławki. Nie wiedziałam o co chodzi ale wstałam i wróciłam na swoje miejsce.
- O co chodzi? - spytałam
- Dyrektorka wraca- odpowiedział
Jego głos był taki miły dla ucha. Było to połączenie męskiego dziecięcego głosu z angielskim akcentem. Uznałam go za chorego psychicznie, bo drzwi były zamknięte i nie słyszałam kroków. Nie wiem czemu jego głos sprawiał, że całkowicie mu ufałam. Już wtedy jego głos otulał mnie. Działał jak kokaina. Nagle z wejściu do sali stanęła dyrektorka.
- Wszyscy którzy stoją lub siedzą nie na swoich miejscach dostają uwagi! – powiedziała.
Zdziwienie ogarnęło mną .
- Skąd wiedziałeś?- zapytałam ale nie oczekiwałam na odpowiedź. James nawet nie drgnął.
Wiedziałam, że cudem było, że się w ogóle ruszył lub coś powiedział. Lekcje minęły szybko. Najgorszy był W-F. Chłopaki śmiali się z Ani bo założyła spodenki na odwrót. Ja siedziałam na trybunach i oglądałam grę w siatkówkę o rok młodszych ode mnie dziewczynek. Nie zauważyłam że po drugiej stronie trybun James robi to samo. Po lekcjach popędziłam do domu. Jednak tam nikogo nie było. Zrezygnowana poszłam do lasu i usiadłam na pniu, o które kiedyś przewróciłam się łamiąc nogę, bo uciekałam przed pijanym zboczeńcem. Było to jedyne miejsce, w którym mogłam się wypłakać. Nie lubiłam płakać na oczach innych. Żaliłam się do siebie. Było mi wstyd. Nie chciałam żeby cały świat wiedział, że jestem beksą Tak mi było łatwiej. Nagle ktoś wybiegł na drogę. To był James. Chociaż na dworze było piekielnie zimno on był w krótkich spodenkach. Spojrzał na mnie zaczerwienił się i uciekł. Zaczęłam się śmiać. Kiedy wróciłam mama już była w domu. Nie wiem czemu miałam ochotę zwierzyć jej się ze wszystkiego. Jednak nie miałam siły. Następnego dnia w szkole nie było tak strasznie. Zaczęła mi się podobać praca z Jamesem, bo on stawał się coraz bardziej otwarty na dziewczyny. Niestety ja nie byłam ofiarą. Chyba zaczęłam coś do niego czuć. Kiedy go nie było bolał mnie brzuch, lub miałam mdłości. Chłopak nadal zachowywał się dziwnie w moim towarzystwie. Na przykład kiedy siadałam do ławki on od razu odsuwał się na drugi koniec i masował sobie ręce. James dopiero poznawał naszą szkołę. Mogłam w każdej chwili go oprowadzić i poznać go bliżej. Jednak On dawał sobie rade beze mnie. Jeżeli czegoś nie wiedział to pytał się Czapli- Jego nowego przyjaciela. Tydzień po przybyciu Jamesa podszedł do mnie Remek.
- Hejka! Dawno nie gadaliśmy. Co się dzieje?
- Nic się nie dzieje. Czemu pytasz?
- Zauważyłem u Ciebie trochę dziwne zachowanie. Chcesz mi o czymś powiedzieć?
- Na prawdę nic mi nie jest.
- Nie chcesz to nie mów .
I odszedł zostawiając mnie samą na korytarzu. Następną lekcją była informatyka. To jedyna lekcja na której nie musze siedzieć z Jackiem (oprócz W-Fu). Byłam zła na Remka. Usiadłam przy komputerze. Nagle poczułam ból w brzuchu. Uświadomiłam sobie, że już nie mogę liczyć na Remka. To przyjaźń tak bardzo bolała. Jaka mogła być cena spojrzenia jednego chłopaka. Byłam już tak zraniona przez niego, że nie chciałam nawet o tym słyszeć.
To tak strasznie bolało. Piekły mnie wnętrzności. Nie mogłam oddychać. Równo z dzwonkiem zerwałam się z miejsca. Dziewczyny z grupy, aż się mnie przestraszyły. Lecz na mnie nie zrobiło najmniejszego wrażenia. Mój obserwator (James) przestał tak intensywnie się we mnie wpatrywać. Teraz oczywiście częściej ze mną gadał. Czułam się szczęśliwa, a za razem ciekawa tego, dlaczego chłopak tak dziwnie reaguje na mnie. Postanowiłam pewnego dnia to wyjaśnić.
- Hej. Jak tam matma? Odrobiłeś?
Chłopak zdawał się być nieobecny. Nie odpowiadał dłuższą chwile po czym otrząsnął się jakby ze snu i spojrzał na mnie. Miał tak przenikliwy wzrok, jakby robił mi badanie RTG mózgu. Jakby zaglądał mi w pamięć lub czytał w myślach. ”a co jak zobaczy co do niego czuje?”. Wpadłam w panikę.
- Halo? Słyszysz mnie??
I znowu bez odpowiedzi… I tak za każdym razem. Nie rozumiałam tego. Skoro chciał pomyśleć to czemu się na mnie patrzał przez cały czas. Na język nasuwały mi się setki pytań. Chciałam tyle się od niego dowiedzieć. To brzmiało jak zadanie nie do wykonania. „Mission Imposible”- ;pomyślałam… „ A co jak on od dawna wie co się kroi?” Ciągle nie zdawałam sobie sprawy, że coraz bardzie pogłębiam tylko dołek, w który wpadłam po stracie przyjaciela. Gdy ktokolwiek wspominał Remka, od razu wpadałam w panikę, zamykałam się w sobie, lub łapałam się za brzuch. Wiedziałam, że ból nie ustąpi. Tak na prawdę bałam się każdego nadchodzącego dnia. Jedynym pocieszeniem był James, który chyba tymczasowo mnie unikał. Od kilku dni ów chłopak nie pojawił się w szkole. Nie wiem czemu czułam się temu winna. Robiła się coraz lepsza pogoda i nasza klasa zaczęła planować wycieczkę w góry. Bardzo chciałam tam pojechać. Nigdy nie byłam w górach. Kiedy pani robiła listę chętnych, Jego nadal nie było w szkole. Martwiłam się. Czemu tak długo go nie ma. „Może cos mu się stało?” „Nie.! nie wolno ci tak myśleć!” Pocieszałam się w duchu. Miesiąc przed wyjazdem pani rozdała nam plan wycieczki.
- Jess może wiesz gdzie jest James?
Cała klasa spojrzała natychmiast w moja stronę. Mieli miny pełne ciekawości.
- Niestety proszę pani nie wiem.
- Trudno, ale jeżeli się odezwie to powiedz, że mam do niego sprawę.
- Dobrze, proszę pani.
Nikt nie wiedział o co chodzi. Widać, że James nie pochwalił się nikomu, że prawie co wieczór dzwoni upewnić się co jest zadane. I codziennie jest ta sama gadka.
- Podyktujesz mi? Proszę. Mam słabą pamięć.
Nie mam wyboru. Oczywiście kiedy nie przychodzi do szkoły codziennie dzwoni żeby mu podać wszystko z całego dnia! Postanowiłam nie reagować na jego dziwne zachowanie. Regularnie podawałam mu zadania. Zachowywałam się jak na prawdziwą koleżankę przystało.
- Hej. Dzwonie po lekcje.
- Domyśliłam się. Z czego najpierw.?
- Jak się czujesz?- zapytał spokojnie…
- A co to ma do pracy domowej.?
- Martwię się…
- Nie masz o co...
- Mam.!
-Po co dzwonisz.? Po lekcje czy po to żeby pogadać.?
- Po… Jedno i drugie…
- Czemu Cię nie ma ?
- Eee… Jestem chory.
- Nie ściemniaj… Przecież mi możesz powiedzieć.
- Nie mogę…
- Dlaczego?
- Nie chce…
-Pani prosiła mnie żebym Ci przekazała, że ona chce z Tobą porozmawiać.
- Miło… Podasz mi lekcje?
- Dlaczego tak nagle zmieniasz temat?
- Spieszy mi się.!
- No dobrze…
Po podaniu mu szczegółowych tematów i zadań przeszłam szybko do rzeczy. Wiedziałam że nie mogę dłużej czekać. Bardzo chciałam dowiedzieć się, czy James jest chętny pojechać na wycieczkę.
- Mam jeszcze jedno pytanie…
- No to mów śmiało.!
- Czy pojedziesz z nami w góry na zielona szkołę?
- Zastanowię się. Jutro będę w szkole to porozmawiamy.
- Jakoś nigdy nie zeszło ci się na odwagę żeby ze mną pogadać w szkole… Jakoś nie mogę w to uwierzyć. Ale trzymam cię za słowo.
- No tak o wiele lepiej.
Po tej niezwykłej rozmowie czułam się jak nowo narodzona. To było świetne, znowu słyszeć jego głos. Wpadałam w panikę. „O matko w co ja się ubiorę”. W naszej szkole nie było jednolitych strojów, ponieważ naszą instytucję nie było na to stać.
Nie uchronnie zbliżała się wycieczka. W naszym mieście miasteczku robiło się coraz goręcej. Był już kwiecień. Nastały wesołe i słoneczne dni. Prawie w ogóle nie było chmur. Wiatr spokojnie pieścił włosy. Kiedy dnia 21 kwietnia James przyszedł do szkoły był rozpromieniony, wesoły, ale i tak nadal miał to coś strasznego w sobie. Na długiej przerwie dałam chłopakowi znak, ze czekam nadal na rozmowę. Spłonął rumieńcem tak samo jak ja. ;)
Podszedł do mnie, ale się nie odzywał. Postanowiłam natychmiast przejąć inicjatywę.
- To jak? Jedziesz?
- W sumie byłam tam już nie raz.
- Proszę. Pięknie. ;*
- No dobrze. Ale to dla Ciebie, a nie dla nich- i przeniósł wzrok na Anię, Ciastka i Miecia.
- Dziękuję- podeszłam bliżej, chwyciłam go za rękę i pocałowałam w policzek.
Miał tak gładką i aksamitną skórę, jak niemowlę. Niestety zauważyła to Ania. Andzia była taką osóbką, że jak ktoś miał większe szanse u chłopaka to od razu zaczynała bluzganie. Łudziłam się, że tym razem będzie inaczej. Ania najpierw spojrzała na mnie spode łba, a dopiero później rzuciła jakimś chamskim tekstem do Marty, która tylko wzruszyła ramionami. Podniosło mnie to na duchu. Pocieszała mnie myśl, że jest jeszcze osoba, która nie będzie się przejmowała jakimiś bzdurami. Dni leciały niespostrzeganie szybko. Tydzień przed wycieczką czyli, 30 kwietnia stała się rzecz, która zmieniła na zawsze moje plany…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz