niedziela, 8 lutego 2009

Niezauważona...

Gdybym nie miała 14 lat na pewno zaczęłabym płakać… Nikt mnie nie widział. Świetna okazja. Nie lubiłam płakać ani użalać się nad swoim losem. A poza tym to moje rozumowanie było proste. Po co płakać… Przecież łzy nic nie dadzą, nic nie odmienią, a tylko pogorszą stan mojej psychiki, lub zepsują urok moich oczu.

Leżałam tak w stanie otępienia. Nie wiedziałam gdzie jestem, czemu tu jestem, co to za miejsce, czemu tak się stało, co oznaczała dziwna kulka z mojego snu, czym była, dlaczego szeptała do mnie, czy jestem daleko od Jamesa? Coś mi podpowiadało, że chyba powinnam udać się na południe(stamtąd przyszłam). Lecz moje ciało nie chciało się ruszyć. Miałam okaleczone stopy (od kamieni). Bolały mnie okropnie…

Usiadłam, bo na więcej nie było mnie stać i rozejrzałam się po okolicy. Wszystko co ujrzałam to grupka kamieni, ułożonych w bardzo równym kręgu. Dokoła były jagody, drzewa, grzyby. Było tu bardzo czysto (jak na las). Na kamieniach nie było mchu, robaczków ani w ogóle żadnej skazy. Bardzo dziwne miejsce. Takie tajemnicze. Było tu strasznie cicho. Żadnego szumu, śpiewu ptaków. Nic tylko pustka. Zaczynałam się powoli denerwować. Wszystko tu było takie dokładne i zharmonizowane. Jak w bajce.

Za drzewem cos zaszeleściło. Obejrzałam się do tyłu. To byli tylko turyści… Turyści!? Nie dowierzałam własnym oczom. Powinni się przerazić moim widokiem. Nogi i ubrania we krwi. I jeszcze sama w środku lasu. Żałosne… ale nic się nie działo. Nawet nie drgnęli. Weszli na dróżkę i ruszyli prosto na mnie. Miałam nadzieje, że mi pomogą. Skręcili nagle w prawo i ominęli mnie ostrym łukiem. Podeszli do jednego z kamieni. Rozglądali się dookoła, czy na pewno nikt ich nie widzi. Usiedli na kamieniu i zamknęli oczy. Pilnie potrzebowałam pomocy. Moja nogi zaczęły piec mnie przeraźliwie. To pewnie zakażenie.

- Przepraszam, że przerywam, ale potrzebuje pomocy…- nawet nie drgnęli- Halo? Proszę państwa?

Nic ciągle cisza. Żadnego ludzkiego zachowania. Przestali oddychać. Eee… Może oni umarli. Chciałam ich obudzić, ale nie mogłam wstać. Zaczęłam czołgać się po Ziemi. Gdy już byłam bardzo blisko pani siedząca na głazie drgnęła i otworzyła oczy. Jej wzrok był teraz dziki i ostry. Jej gałki oczne wręcz świeciły.! Pociągnęłam ją za nogawkę. Nic. Znowu zamknęła oczy.

- Halo… Proszę pani…

Ona chyba jest głucha. Naprawdę. I chyba tez ma zanik mięśni bo nic nie czuje. Spróbowałam teraz szczęścia u pani siedzącego obok.

- Proszę pana.!

Ciągnęłam za nogawkę, ale to nic nie dawało. Nagle facet otworzył oczy spojrzał gdzieś na krzaki i wstał. Przy tej czynności kopnął mnie prosto w brzuch. Jego towarzyszka tez powstała. Złapali się za ręce i uciekli w las…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz