czwartek, 12 lutego 2009

Znaleziona...

Poczułam się jak śmieć. Nikomu nie potrzebna. Czemu mnie zostawili? Nie mogłam tego pojąć. Czego się wystraszyli? Może ktoś zmierza w moim kierunku… Boje się.

Myślałam tak intensywnie, że po chwili rozbolała mnie głowa. Nawet nie zauważyłam jak Ktoś wszedł na kamienista polanę. Miał włosy koloru złocistego blond, oczy także w takim odcieniu, a skórę bladą i zmęczoną. Były z nim dwie dziewczyny. Wydawało mi się że widzę demony. Poczochrane włosy, czarne ciuchy i dużo dupereli przy nich. Wszystko czarne, różowe, lub białe. A na dodatek były do siebie strasznie podobne. Te same ubrania i fryzury. Były z nimi jeszcze dwie inne dziewczyny i czterech chłopaków. Same przystojniaki. Tacy jak James. Zawirowało mi w głowie. Zrobiło mi się nie dobrze. Czy oni tez mnie nie widzą? Czy tez mi nie pomogą. Nagle ten najwyższy i najprzystojniejszy odpowiedział na moje nieme pytania.

- Nie martw się przyszliśmy Ci pomóc.

- Widzicie mnie?

- Niektórzy…

- Gdzie jestem? Kim jesteście? Gdzie James?

- Spokojnie.

Podszedł do mnie i dotknął mojego ramienia. Po chwili miałam już zdrowe nogi. Udawałam ze nic nie zauważyłam żeby nie wyjść na wariatkę. To pewnie aluzja albo jakaś sztuczka. To nie może być prawda. Przekonywałam się. Jednak nie do końca byłam z tym zgodna. Widziałam to. Dlaczego nie mogłam więc uwierzyć. To było nie normalne.

- Jak to zrobiłeś?

- Moja mała tajemnica.

- Kim jesteście?

- Wytłumaczy ci to wszystko James.

- Znacie go ?

- No jasne jesteśmy rodziną…

- Co?

- Wytłumaczy Ci to James. Wstawaj…

Wstałam nieporadnie. Podeszły do mnie „demony” i złapały mnie pod rękę. Poczułam przechodzący prąd, jakby mnie pobudzały prądem. Próbowałam się wyrwać ale tonie nie dawało. Były o rok starsze… Nic nie mogłam zrobić.

Mimo że nie znałam tajemniczej grupy ludzi szłam równo z nimi. Dziwiło mnie to że im ufałam. Zawsze byłam raczej przeciwna zawierania znajomości z takimi ludźmi jak rzekome dziewczyny, które teraz szły z tyłu. Spacerowaliśmy w ciszy. Nikt się nie odzywał. Nie wiedzieć czemu odpowiadało mi to.

Wyszliśmy na piaszczystą drogę, gdzie nie było śladu po zniszczonym pociągu. Czyżby ktoś go posprzątał?

- Gdzie pociąg?

- Jaki pociąg?

- No ten co się wykoleił…

-Ach… ten to jeszcze 4 kilometry…

- Co?

- Nie pamiętasz ile czasu szłaś tutaj?

- Nie… Ja tu przyszłam przez sen…- Zaczerwieniłam się nie na żarty.

- Nie wstydź się to miejsce ma to do siebie…

- A w ogóle gdzie jesteśmy?

- To kamienne kręgi w Węsiorach…

- A co w nich dziwnego?

- Chcesz się o nich coś dowiedzieć?

- Jasne…

Rozmawiało mi się z nim tak spokojnie i miło. Chociaż nie znałam jego imienia wiedziałam, że on zna moje…

- Jak masz na imię?

- Seth… ale nie o tym będziemy rozmawiać.

- A miałeś mi opowiedzieć o kręgach…

- Tak… Kręgi kamienne są jednym z przejawów kultury megalitycznej. Budowle megalityczne zastanawiają ludzi od dziesiątek lat. Nikt, jak dotąd, nie wyjaśnił w wystarczającym stopniu ich zastosowania, a w szczególności pochodzenia. Tak jak widziałaś te kamienie są czyste, nie naruszone i ciepłe. Chyba ze ich nie dotykałaś.

- Nie dotykałam…

- Szkoda, ciekawe doświadczenie… Na około takich kręgów znajdują się kurhany i pełno tabliczek z ogłoszeniami. Jest to bardzo niebezpieczne miejsce… magiczne. Według nielicznych świadków podczas przesileń wiosennych, letnich, jesiennych i zimowych po lesie krążą mityczni strażnicy, złe duchy i świetliste kule.

- Ja widziałam te kulę… Przez nią tu jestem… A w ogóle kto wam powiedział, że tu jestem? Dlaczego mnie widzicie, a tamci turyści nie widzieli i nie czuli mojej obecności?

- Jacy turyści?

- Przed wami byli na tej łące podróżnicy. Siedzieli na tych skałach i jakby ładowali swoje akumulatory, bo przyszli zmęczeni, a odeszli pełni sił.\

- Opowiedz mi o tej kuli…

- Eee… Ona była taka malutka, że zmieściłaby się w ręce. Latała przede mną i oświetlała mi drogę na łąkę. Od niej emanowało takie ciepło. Była jak antybiotyk na wszystkie troski i bóle. Nie czułam strachu. Przy niej byłam taka spokojna.

- Dobrze… Hmm… Jak zachowywał się James gdy pierwszy raz Cię zobaczył??

- To trochę krępujące, ale on zachowywał się jak wypłosz… gapił się na mnie, odsuwał się na drugi brzeg ławki, nie rozmawiał ze mną kiedy obok mnie były moje koleżanki. Nic kompletnie się wstydził. Aa… i jeszcze zatykał nos, chociaż cała klasa mówiła, że mam najlepsze perfumy. Nie wiem czemu tak było ale teraz jest Ok. Co prawda często mnie wkurza, ale jest spoko…

- Chcesz wiedzieć dlaczego tak było?

- No jasne…

niedziela, 8 lutego 2009

Niezauważona...

Gdybym nie miała 14 lat na pewno zaczęłabym płakać… Nikt mnie nie widział. Świetna okazja. Nie lubiłam płakać ani użalać się nad swoim losem. A poza tym to moje rozumowanie było proste. Po co płakać… Przecież łzy nic nie dadzą, nic nie odmienią, a tylko pogorszą stan mojej psychiki, lub zepsują urok moich oczu.

Leżałam tak w stanie otępienia. Nie wiedziałam gdzie jestem, czemu tu jestem, co to za miejsce, czemu tak się stało, co oznaczała dziwna kulka z mojego snu, czym była, dlaczego szeptała do mnie, czy jestem daleko od Jamesa? Coś mi podpowiadało, że chyba powinnam udać się na południe(stamtąd przyszłam). Lecz moje ciało nie chciało się ruszyć. Miałam okaleczone stopy (od kamieni). Bolały mnie okropnie…

Usiadłam, bo na więcej nie było mnie stać i rozejrzałam się po okolicy. Wszystko co ujrzałam to grupka kamieni, ułożonych w bardzo równym kręgu. Dokoła były jagody, drzewa, grzyby. Było tu bardzo czysto (jak na las). Na kamieniach nie było mchu, robaczków ani w ogóle żadnej skazy. Bardzo dziwne miejsce. Takie tajemnicze. Było tu strasznie cicho. Żadnego szumu, śpiewu ptaków. Nic tylko pustka. Zaczynałam się powoli denerwować. Wszystko tu było takie dokładne i zharmonizowane. Jak w bajce.

Za drzewem cos zaszeleściło. Obejrzałam się do tyłu. To byli tylko turyści… Turyści!? Nie dowierzałam własnym oczom. Powinni się przerazić moim widokiem. Nogi i ubrania we krwi. I jeszcze sama w środku lasu. Żałosne… ale nic się nie działo. Nawet nie drgnęli. Weszli na dróżkę i ruszyli prosto na mnie. Miałam nadzieje, że mi pomogą. Skręcili nagle w prawo i ominęli mnie ostrym łukiem. Podeszli do jednego z kamieni. Rozglądali się dookoła, czy na pewno nikt ich nie widzi. Usiedli na kamieniu i zamknęli oczy. Pilnie potrzebowałam pomocy. Moja nogi zaczęły piec mnie przeraźliwie. To pewnie zakażenie.

- Przepraszam, że przerywam, ale potrzebuje pomocy…- nawet nie drgnęli- Halo? Proszę państwa?

Nic ciągle cisza. Żadnego ludzkiego zachowania. Przestali oddychać. Eee… Może oni umarli. Chciałam ich obudzić, ale nie mogłam wstać. Zaczęłam czołgać się po Ziemi. Gdy już byłam bardzo blisko pani siedząca na głazie drgnęła i otworzyła oczy. Jej wzrok był teraz dziki i ostry. Jej gałki oczne wręcz świeciły.! Pociągnęłam ją za nogawkę. Nic. Znowu zamknęła oczy.

- Halo… Proszę pani…

Ona chyba jest głucha. Naprawdę. I chyba tez ma zanik mięśni bo nic nie czuje. Spróbowałam teraz szczęścia u pani siedzącego obok.

- Proszę pana.!

Ciągnęłam za nogawkę, ale to nic nie dawało. Nagle facet otworzył oczy spojrzał gdzieś na krzaki i wstał. Przy tej czynności kopnął mnie prosto w brzuch. Jego towarzyszka tez powstała. Złapali się za ręce i uciekli w las…

sobota, 7 lutego 2009

Zagubiona...

Bałam się chwili, kiedy się obudzę i ujrzę swoje spalone, lub poszarpane ciało. Mimo, że już od dawna leżałam na czymś twardym, nie dawałam znaków życia. Gdybym teraz otworzyła buzie, żeby cos powiedzieć najpierw wydarłabym się a dopiero później zaczęła normalnie myśleć. Więc leżałam w bez ruchu. Wokół mnie było niezwykle cicho. Nie mogłam uwierzyć. Przecież dopiero przed chwilą obok nas zdarzył się wypadek. Słyszałam tylko spokojny oddech Jamesa. Wydawało mi się, że ból pomału odchodzi. Otworzyłam niepewnie oczy. Piekły mnie strasznie od dymu unoszącego się w powietrzu. Przeraziłam się tym co zobaczyłam. Byliśmy sami. Obok nie było nikogo. James siedział po turecku i nachalnie gapił się na mnie. Miał nienagannie czysty strój i pięknie ułożona fryzurę. Wciąż byłam na niego wściekła za te chamskie odzywki do mnie, za te wszystkie tajemnice, lecz przestało mnie bawić ciągłe obrażanie się na wszystkich. Próbowałam cos powiedzieć, ale nie mogłam. Oddychałam, ale wcale tego nie potrzebowałam. Nie robiło mi to różnicy. Powietrze wlatywało do płuc i spokojnie wylatywało. Podniosłam się i zobaczyłam to czego tak się bałam. Cała byłam w krwi. Skrzywiłam się, ale nie z bólu tylko z obrzydzenia. Nigdy nie lubiłam widoku krwi, a jej zapach powodował u mnie mdłości. Była tak wyrazista, świeża migocząca. Z całego pociągu ludzi zostaliśmy tylko my i góra gruzu, powyginanych drutów i krwi. Nikt nie przeżył… Tak jak mówił James.

Poczułam ukucie gdzieś pod sercem. Byliśmy tylko my. Bez cywilizacji i jakiego kolwiek środka komunikacji. Całkowicie odcięci od świata.

Dochodziło południe, gdy postanowiłam ruszyć się z Ziemi. Dziwiło mnie zachowanie Jamesa. Od rana siedział i medytował. Miał zamknięte oczy, rozluźnione ramiona i przerażająco śmieszną minę. Kilka razy uśmiechnął się pod nosem, gdy ja ryczałam ze śmiechu, lecz nie ruszył się Az do wieczora. Przez ten cały czas ja przeszukiwałam resztki pociągu. Nie znalazłam nic prócz kilku walizek z ubraniami, kilku aparatów cyfrowych i zepsutych teczek z papierami. Gdy już miałam się poddać w jednej z teczek znalazłam telefon z pękniętą szybką. Było naprawdę śmiesznie gdy spadła na mnie wielka teczka z jakąś porcelaną i James pomagał mi wyjść s pod siedzenia… ;)

Tego dnia nie mogłam spać, tak samo jak James…;* Postanowiłam to wykorzystać. Było strasznie zimno, ale na pewno nie nam. Leżeliśmy na podłodze w jakimś przedziale przykryci stertą ubrań. Długo wpatrywaliśmy się w siebie. Chciałam się dowiedzieć co się stało. Nic nie pamiętałam. Najbardziej ciekawiło mnie, dlaczego tylko my przeżyliśmy.

- Co się stało?- zaczęłam. Bałam się tylko, że znów zacznie się wykręcać. Było bardzo dużo czasu na opowiadania.

- No przecież wiesz wykoleił się pociąg, a my zdążaliśmy wyskoczyć zanim wagony zaczęły się wywracać.

- Skąd wiedziałeś, że nikt nie przeżyje?- serce zaczęło bić szybciej.

- No wiesz… Jestem wychowany w rodzinie pełnej przesądów. Przedtem mieszkałem obok takiej dziewczyny, która bardzo mnie intrygowała. Zdaję się że miała na imię Kasia. No i moja mama była wróżką. Uczyła mnie o ludzkich zachowaniach. To było proste. Gdy ludzie się czegoś boją są słabi, bezużyteczni. Stoją tylko i czekają, aż ktoś im pomoże. Lecz nikogo takiego nie ma. Każdy człowiek ma podobny umysł. Gdy pojawia się jakaś przeszkoda, od razu zamyka się przed nią, co powoduje zatrzymanie niektórych zmysłów. Tak było i tym razem…

- Czekaj wspomniałeś coś o Kaśce. Jaka ona była?

- No wiesz taka jak prawie każda dziewczyna… Cała umalowana i wyperfumowana i w skąpych strojach…

- Nie o to pytam…

-Ehh… no brunetka, niezbyt ładna jak na mój gust, chuda i niska.

- Aha…

Teraz w mojej głowie była burza. On mówił o mojej kuzynce. O mojej zwariowanej, walniętej kiedyś przez piorun kuzyneczce.

Kiedyś Kasia wracała do domu podczas burzy. Miała przy spodniach metalowy łańcuch. Gdy przechodziła pod drzewem przy torach, używała telefonu. Dzwoniła do cioci. W tym czasie uderzył w nią piorun kulisty. Nie był duży, ale zrobił swoje. Cała poparzona Kaśka trafiła do szpitala, dzięki grupie przechodzących osób. Zauważyli ją i wezwali pomoc. Gdy była już w szpitalu, przeszczepiali jej skórę. Trwało to długo, ale po operacji wyglądała jakby nic się jej nie stało.

Siedziałam, a dokładnie to leżałam na siedzeniu, jednego z przedziałów zniszczonego pociągu. Miałam co robić. James spał(przynajmniej udawał), a ja czytałam książki które znalazłam w innych torbach. Cudem było, że świeciło światło. Książki były denne i monotonne. Wszystkie o tym samym ( dziewczynie z biednego domu, która przeprowadza się do małego miasta. Nie może się odnaleźć o nagle zjawia się on… miesza jej w głowie i żyją razem w zdrowiu i szczęściu). Po ciężkim dniu zasnęłam z nadzieją, że jutro się obudzę w łóżku, a mama mi powie, że to był tylko koszmar.

Śniłam o jasnej kuleczce, która szepce do mnie o dogodnościach i każe iść za nią, a ja posłusznie wychodzę z pociągu niczym marionetka na sznurkach nie mogąc oprzeć się jej światłości. Ten sen był taki realistyczny. Czułam jak uderzam stopami o podłoże, jak wiatr rozwiewa mi włosy i najgorsze… ja patrzyłam na to swoimi oczami. Oczami bezbronnej dziewczyny, która jak idiotka idzie prosto w paszczę krokodyla.

Rano obudziłam się na środku lasu przy kilku takich samych kamieniach. Zrobiło mi się nie dobrze. Gdzie ja jestem? Nie wiedziałam co mam robić…